Strona główna POU
Strona główna   Publicystyka
Globalizacja - ostatnia utopia?
POU - Zarządzanie Zmianami
Wersja do druku
 

Globalizacja – ostatnia utopia?

Cz. I
Dr Zbigniew Maciaszek
Kierownik Zakładu w Instytucie Ekonomii i Zarządzania POU

Część A
 

Pojęcie „globalizacja” jest stosunkowo nowe, a zarazem wielo­znacz­ne, chociaż przyjmuje się, że samo zjawisko jest starsze. Na dobre określenie to pojawiło się na początku lat 90., a nabrało szczególnego znaczenia pod koniec ubiegłego i na początku obecnego wieku po fali protestów antyglobalistów w Seattle, Davos czy Genui.
 
Pomimo, że w przeszłości zachodziły procesy o zasięgu globalnym, to jednak nie miały one takiej skali i takich środków (infrastruktura informa­tyczna + Internet, transport lotniczy, morski i kołowy). Według opinii wielu ekspertów, globalizacja to największy trend cywilizacyjnej tran­sformacji, który będzie kształtował nasze życie przez nadchodzącą dekadę. Jest to trend, który nie dotyczy tylko aspektów czysto ekono­micznych, ale również politycznych, kulturowych czy religijnych. Globa­lizacja to wielka światowa transformacja! Chcąc zrozumieć świat, w którym żyjemy, świat, który wyłonił się w czasie przemian w Europie Wschodniej i od zburzenia muru berlińskiego, trzeba zacząć od uświa­domienia sobie iż wyłonił się nowy międzynarodowy system – glo­ba­lizacja.
Globalizacja oznacza proces stopniowego likwidowania granic w sto­sunkach ekonomicznych i tworzenie nowej sieci globalnych po­wiązań i współzależności. Globalizacja prowadzi do zintegrowania narodowych gospodarek więzami ponadnarodowych organizacji i struk­tur.
Tytuł niniejszego opracowania („Globalizacja – ostatnia utopia?”) jest nieco prowokujący i stanowi świadome wyzwanie wobec tzw. „po­prawności politycznej” (tzw. political correctness). Należy podkreślić, że globalizacja to nie tylko obiektywna przemiana naszego świata, ale również swoista ideologia, za którą kryje się wizja świta bez granic, zanik państw narodowych, a w ich miejsce utworzenie swoistej „światowej spółki” kontrolowanej przez kosmopolityczną oligarchię...
Doświadczeni dwoma totalitarnymi utopiami XX wieku (komunizm i na­ro­dowy socjalizm) musimy zawsze krytycznie odnosić się do wszel­kich uniwersalnych projektów społecznych, które pozornie wyglą­dają racjonalnie i obiektywnie, a niosą z sobą nowy „mesjanizm” uszczę­śliwiania ludzkości. Musimy wykazać krytycyzm wobec wszelkich no­wych utopii, niezależnie od tego, jak są nośne medialnie i jakie „auto­rytety” je popierają.
Jeden z ideologów globalizacji, główny doradca Francois Mitterranda, Jacques Attali, który obecnie doradza Nicolasowi Sarkozy’emu, twierdzi w książce „Cywilizacja nomadów”, że obecne możliwości przemie­szczania się stwarzają nową jakość w kształtowaniu światowego społeczeństwa, które nie będzie określane przez rasy, kulturę, religię, ponieważ stanie się wielką mieszanką w ciągłym ruchu, kierowaną przez światowy rząd złożony z ekspertów.
Attali nawołuje do stworzenia nowego koczownika, człowieka wolnego od wszelkich ograniczeń: narodowych korzeni, tradycji kulturalnych, na­mięt­ności politycznych i trwałych więzi rodzinnych oraz do budowy cy­wilizacji nomadów, czyli ludzi, których łączą jedynie relacje finan­so­we.
Taka wizja świata musi wywoływać dre­szcze. Wizja świata Attaliego to re­gres cywilizacji, to degradacja człowie­ka do funkcji czysto fizjolo­gicz­nych – konsumowania, trawienia i wydalania. „Cywilizacja nomadów” to globalna unifi­kacja, zanik różnorodności, świat ludzi wykorzenionych, to urzeczy­wist­niona utopia.
Co więcej, Attali proponuje ustawiczne przemieszczanie i wymieszanie ludności „imperium globalnego”, dzięki czemu nie powstałyby trwałe i odmienne kultury (ani nie zachowały się te tradycyjne z przeszłości). Nomadzi „imperium globalnego” mają być swoistymi humanoidami pozbawionymi narodowości (tym samym pozbawionymi własnej tożsa­mości), jednostkami poruszającymi się w kierunkach dyktowanych im przez „niewidzialne” przywództwo finansowe.
Przecież różnorodność, tj. tysiące szczepów, ras, tradycji kulturalnych, języków i wierzeń (a nawet narodowych i regionalnych potraw i alkoholi) jest zagubionym rajem ludzkości. Jest to duchowy rezerwuar, swoisty dostarczyciel paliwa, ponieważ różnorodność jest źródłem twórczej energii i rozwoju. Jednocześnie tak zwana „wielokulturo­wość"  („mie­szan­ka kulturowa”) jest fałszywą różnorodnością, po prostu krótkim przy­stan­kiem przed unifikacją i śmiercią. Utopia globalizacji to unifika­cja, antyutopia globalna to pochwała różnorodności.
Główną ideologią globalizacji jest wolnorynkowy kapitalizm w swojej neoliberalnej, amerykańskiej wersji – im większy udział sił rynkowych, otwarcie na wolny handel i konkurencję, tym lepsza i wydajniejsza jest gospodarka. Globalizacja oznacza rozszerzenie kapitalizmu neoliberal­nego na praktycznie każdy kraj na świecie. Jednak w tym ujęciu ideolodzy globalizacji pomijają dyskretnie fakt, iż głównymi benefi­cjen­tami tego procesu są międzynarodowe korporacje, z kolei wydajniejsza gospodarka nie zawsze idzie w parze z rozwojem społecznym i wzros­tem jego zamożności.
Zdaniem Jamesa K. Galbraitha, „Doktryna znana jako ‘consensus wa­szyngtoński’ stała się swego rodzaju wyznaniem apostolskim, ‘global­nym mesjanizmem‘”. Była wyrazem przekonania, że rynki są wydajne, że państwa nie są potrzebne, że biedni i bogaci nie posiadają sprzecznych interesów, i że wszystko w ogóle pójdzie w jak najlepszą stronę, jeśli tylko pozostawimy to w spokoju. Utrzymywała ona, że prywatyzacja, zniesienie regulacji oraz otwarte rynki kapitałowe sprzyjają rozwojowi ekonomicznemu, że rządy powinny równoważyć budżety i zwalczać inflację, i nie robić nic więcej ponad to. Wszystko to jest jednak fałszywe (...). Nacisk na rywalizację, brak kontroli, pry­watyzację i otwarte rynki kapitałowe tak naprawdę podważył per­spektywy ekonomiczne dla wielu milionów najbiedniejszych ludzi na świecie” [1].
Znamienna jest również opinia Zbigniewa Brzezińskiego – „Każdy dzień naszego życia to dzień na krawędzi katastrofy globalnej. Przeraża­jących wizji nie trzeba szukać daleko. Wystarczy, że oszalały esta­blish­ment George’a Busha podejmie decyzję o zaatakowaniu instalacji nuklearnych w Iranie. Wystarczy, że uda się megaterrorystyczny atak na pola naftowe i instalacje rafineryjne w Arabii Saudyjskiej” [2].
Z kolei George Soros na łamach austriackiego tygodnika „Der Stan­dard” ostrzega przed największą od II wojny recesją. Zdaniem Sorosa, świat balansuje na skraju gospodarczego krachu (o czym w II części artykułu).
Wśród wielu obiegowych opinii na temat globalizacji pojawił się pogląd, że jest to naturalny, żywiołowy i nieunikniony proces. Jednak taką opinię łatwo jest podważyć. Wielu analityków (jak np. John Gray oraz autor niniejszego opracowania) nie ma większych wątpliwości, że globa­lizacja nie jest żadnym żywiołowym procesem, ale uniwersalistycznym projektem „nareszcie rozumnej cywilizacji”, co w istocie stanowi tylko ostatnie wcielenie projektu filozofii Oświecenia.
Ponadto procesy globalizacyjne są kształtowane i kontrolowane (z lep­szym lub gorszym skutkiem) przez takie ponadnarodowe organizacje, jak: Światowa Organizacja Handlu (World Trade Organization), Między­narodowy Fundusz Walutowy (International Monetary Fund), Organiza­cja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organization for Economic Cooperation and Development), Bank Światowy (World Bank) oraz korporacje transnarodowe (KTN) [3].
Nie ma żadnych realnych przesłanek ku temu, by twierdzić, iż jest to proces nieunikniony (przynajmniej w obecnym kształcie). Jest to pow­szech­nie lansowany mit pozbawiony realnych podstaw. Taki pogląd jest swego rodzaju projekcją naszego wyćwiczonego, linearnego spo­sobu myślenia, nacechowanego statystycznym pojmowaniem świa­ta i nas samych, co utrudnia nam zgłębienie faktycznych związ­ków przy­czynowo-skutkowych, które są trudne do jednoznacz­nego określenia. Dziś wielu ekonomistów nie potrafi przewidzieć, co stanie się jutro. I muszą być zaskoczeni, bo budują prognozy zgodnie z regułami działania światowego systemu, który jest wypierany przez nowy sys­tem o dużej skali zmienności czy wręcz chaotyczności. Co więcej, budują prognozy na podstawie starego paradygmatu mental­nego. W istocie przyszłość jest ciągle dla nas zagadką i nie jest jedno­znacz­nie zdeterminowana. W dużej mierze zależy od naszej świadomości, systemu wartości oraz dokonywania wolnych wyborów.
Alternatywą dla takiego myślenia jest myślenie systemowe, które jest dyscypliną widzenia całości. Sednem dyscypliny myślenia systemo­wego jest widzenie wielokierunkowych wzajemnych relacji zamiast linearnych łańcuchów przyczynowo-skutkowych oraz widzenie dyna­micz­nych procesów zmian, a nie statycznych zdjęć migawkowych [4].
Od przeszło 10 lat problematyka globalizacji zajmuje centralne miejsce w rozważaniach dotyczących przemian zachodzących we współczes­nym świecie. Obecnie jesteśmy świadkami niespotykanych zawirowań i zmian społecznych, które niejednokrotnie mogą okazać się przyczyną ludzkich porażek, konfliktów i dramatów. Gwałtownemu ścieraniu się nowych trendów z dotychczasowymi kanonami towarzyszą niepokoje i konflikty społeczne, które wstrząsają utrwalonym porządkiem i struk­turami społecznymi.
Przed możliwością dalszych kryzysów finansowych ostrzega Paul Krugman. Mit rynkowego leseferyzmu [5] (jako synonimu nieskrępo­wanej gry rynkowej) krytykuje George Soros, nazywając go wręcz rynkowym fundamentalizmem. Podobną opinię wyraża laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Joseph Stiglitz, krytykując jednocześnie działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Grupa Lizbońska poddaje w wątpliwość konieczność i sensowność ciągłego wzrostu konkurencji. Z kolei Beck mówi o narastającym syndromie niepewności i zagrożenia, nazywając ten proces „społeczeństwem ryzyka”, a nawet „globalnym społeczeństwem ryzyka”.
Walden Bello, profesor socjologii w University of Philipines, poddaje w wątpliwość wizje globalnego „świata bez granic” i mówi wręcz o fias­ku glo­ba­li­zacji. John Gray, były doradca Margaret Thatcher, a obecnie wykła­dow­ca myśli europejskiej w London School of Economics poddał grunto­wnej krytyce ideologię wolnego rynku w duchu leseferyzmu. Jak twierdzi Gray, społeczeństwo, w którym wolny rynek dominuje nad wszelkimi innymi instytucjami, nie jest w stanie zaspokoić ludzkich potrzeb przynależności i członkostwa czy bez­pieczeństwa i ciągłości, które w przeszłości były zaspokajane przez instytucje społeczne odgrodzone od rynku. Hegemonia wolnego rynku pozostawia te ludzkie potrzeby niezaspokojone. Według Charlesa Handy’ego laissez faire to idea bez wartości, ponieważ nikt za nikogo nie odpowiada. Jest to niewłaściwy egoizm, który może prowadzić do autodestrukcji. Obecnie potrzebujemy czegoś innego. Kapitalizm jako idea obejmuje kapitalizm ekonomiczny i kapitalizm społeczny. Jeden bez drugiego nie może egzystować na dłuższą metę.
Jak zauważa Karl Polanyi w klasycznym dziele „The Great Transforma­tion” w ostatecznym rachunku kontrola systemu ekonomicznego przez rynek ma gigantyczne konsekwencje dla całej organizacji społecznej; oznacza nie mniej niż funkcjonowanie społeczeństwa jako „przybu­dówki” rynku. Zamiast gospodarki zakorzenionej w relacjach społecz­nych mamy relacje społeczne zakorzenione w systemie gospodar­czym. Polanyi starał się uzasadnić tezę, że rynki mogą się rozwijać tylko wtedy, jeśli są wplecione w sieci społecznych i politycznych instytucji.
Instytucje te powinny spełniać trzy funkcje, bez których rynki nie są w stanie przetrwać: regulować, stabilizować oraz legitymizować wyniki działań rynkowych. To właśnie dlatego każde społeczeństwo posiada organy, które zapobiegają niesprawiedliwej rywalizacji i sprzeniewie­rzeniu, instytucje monetarne i fiskalne, które pomagają złagodzić cykle wahań koniunktury, a także systemy zabezpieczeń społecznych ułat­wiające dostosowanie osiągnięć rynkowych do preferencji społecz­nych. Konstatując, można sformułować wniosek, iż to nie człowiek winien być dopasowany do gospodarki, ale system gospodarczy do niego. Jako prekursorów takiego sposobu myślenia o państwie i gospo­dar­ce można wymienić m.in. św. Tomasza z Akwinu, Benjamina Constanta, Gilberta K. Chestertona, lorda Actiona, Jacoba Burckharda, Alexisa de Tocqueville’a, Ernsta F. Schumachera, Michela Alberta, nie­mieckich ordoliberałów czy twórców społecznej nauki Kościoła.
Wraz z rozpadem Związku Radzieckiego, procesem integracji europej­skiej, rosnącym znaczeniem Chin, świat wszedł w całkiem nową erę. Fałszywe okazały się „proroctwa” F. Fukuyamy o „końcu historii”. Czy będzie to, jak twierdzi Zbigniew Brzeziński [6], hegemonia USA, „pań­stwo sieci” (M. Castells), „zderzenie cywilizacji” (S. Huntington), „turbo­ka­pi­ta­lizm” (E. Luttwak), czy też „koniec świata jaki zna­my" (I. Wal­lerstein [7]) – pokażą nadchodzące lata.
W niniejszym opracowaniu globalizacja traktowana jest jako proces transformacji, a nie określony stan, do którego zmierza świat. „Rezultat” globalizacji jest faktycznie niepewny i nieokreślony, dlatego też jest on otwarty na ludzką aktywność i kreatywność.
 
Globalizacja – próba definicji
Niejednoznaczność i wieloaspektowość pojęcia „globalizacja” sprawia, iż – mimo, że w literaturze można spotkać wiele jego określeń – nie ma jak dotąd jednej zadowalającej wszystkich definicji tego terminu. Globalizacja jest procesem złożonym i wielowymiarowym. Wyzwania, które ze sobą niesie, można rozpatrywać na płaszczyźnie ekono­micznej, politycznej, społecznej, technologicznej i kulturowej. Więk­szość teoretyków globalizacji podziela opinię, że jest to zjawisko obiektywne, nieuchronne i nieodwracalne. Ich zdaniem nie jest to żaden program działania, żadna świadomie realizowana strategia czy rodzaj spisku. Jest to fakt obiektywny, a ściślej rzecz ujmując – obiektywny proces lub kolejny etap rozwoju cywilizacji.
Tego zdania jest między innymi wybitny socjolog brazylijski Octavio Ianni, który uważa, że globalizacja jest etapem ekspansji kapitalizmu analogicznym do wcześniejszych jego etapów, jakimi były – według niego – merkantylizm, kolonializm i imperializm. Każdy z tych etapów był określoną formą organizacji władzy i gospodarki. Istota globalizacji polega na tym, że tak bogate i silne ekonomicznie kraje, jak Niemcy, Anglia, Francja, Japonia, a nawet Stany Zjednoczone, muszą liczyć się z interesami ponadnarodowych korporacji. Pozostałe zaś kraje, nawet dość duże, jak Brazylia, Argentyna czy Polska, mogą stać się „prowincjami globalnego kapitalizmu” [8]. Z kolei meksykański pisarz Carlos Fuentes twierdzi kategorycznie: „Globalizacja jest, będzie i nikt jej nie zatrzyma” [9].
Procesu globalizacji się nie planuje i nie realizuje, jak zauważył Zyg­munt Bauman, następuje ona niejako „sama przez się”. W polemice na temat globalizacji mówi się nie o zamierzeniach i planach, lecz – jak twier­dzi profesor Bauman – „o globalnych skutkach, ciągle niezamie­rzonych i nieprzewidywanych [...] Globalizacja to to, co dzieje z nami wszystkimi” [10]. Martin Albow, autor książki „The Global Ages”, stwierdził w roku 1993, że „globalizacja jest procesem, poprzez który ludność świata coraz bardziej wiąże się w jedno społeczeństwo” [11]. Nieodwracalność procesów globalizacji i przekonanie o bezowocności przeciwdziałań nie są jednoznaczne z przeświadczeniem, że nie można niwelować i ograniczać zagrożeń, jaki niesie ten proces.
Niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądowej, każdy obiek­tyw­ny obserwator zmian zachodzących we współczesnym świecie musi stwier­dzić, że globalizacja nie jest już tylko pojęciem abstrakcyjnym, ale stała się faktem. Zdaniem Wolfganga H. Reinike [12] jest zastana­wiające, jak mało wiemy o tym ostatnio często używanym pojęciu. Od tamtej wypowiedzi minęło blisko dziesięć lat, jednak cała złożoność problemu wymyka się jednoznacznej definicji. Globalizacja jest rezul­tatem wyłaniania się zintegrowanej gospodarki światowej, kształtowa­nej przez sieć powiązań pomiędzy międzynarodowymi korporacjami oraz przez ich finansowe relacje. Bardzo często pojęcia: „globalizacja” i „współzależność” używane są zamiennie.
Globalnej integracji towarzyszy awans nauki o ekonomiczno-politycz­nym zabarwieniu, którą na gruncie polityki głoszą liczni ekonomiczni doradcy, a której na imię neoliberalizm. Jego podstawowa teza brzmi w uproszczeniu: wolny rynek jest dobry, ingerencja państwa jest zła. Bazując na ideach głównego reprezentanta tej szkoły (tzw. „szkoła chica­gowska”), amerykańskiego ekonomisty i noblisty Miltona Fried­mana, liberalne w większości rządy zachodnie w latach 80. podniosły ten dogmat do rangi dyrektywy swojej polityki gospodarczej również w wymiarze globalnym.
Według Thomasa L. Friedmana globalizacja – w przeciwieństwie do zimnej wojny – nie jest układem statycznym, lecz dynamicznym, to­czącym się procesem. Dlatego też zgodnie z definicją T. Friedmana „Globalizacja oznacza nieuchronną integrację rynków, państw i techno­logii, dzięki której jednostki, przedsiębiorstwa, państwa mogą docierać do świata szerzej, szybciej, taniej i głębiej, i tak samo świat może docierać do jednostek, przedsiębiorstw i państw szerzej, taniej i głębiej. Ten proces globalizacji powoduje także kontrreakcję tych, którzy do­świad­czają jej negatywnych skutków, lub tych, którzy nie mogą w nim uczestniczyć” [13].
Nie wszystkie teorie i definicje globalizacji można uznać za trafne i uza­sad­nione. Wydaje się, że definicja proponowana przez McGrewa naj­peł­niej ujmuje istotę globalizacji: „Termin globalizacja odnosi się do wielości powiązań i sprzężeń pomiędzy państwami i społeczeństwami tworzących obecny system świata. Opisuje proces, w którym wyda­rzenia, decyzje i działania w jednej części świata mają znaczące konsekwencje dla pojedynczych ludzi i całych społeczności w odle­głych częściach globu. Globalizację charakteryzują dwa wymiary: zasięg (lub rozprzestrzenienie się) i intensywność (lub pogłębianie). Z jednej strony ten termin opisuje szereg procesów, które obejmują większość kuli ziemskiej lub które zachodzą na całym świecie. Z dru­giej strony implikuje intensyfikacje na poziomach wzajemnego oddziaływania, łączenia się i wzajemne zależności między państwami i społeczeństwami tworzącymi światową społeczność. Bynajmniej nie będąc abstrakcyjną koncepcją, globalizacja wyraża jedną z najbardziej znanych cech współczesnej egzystencji. Globalizacja nie oznacza, że świat staje się bardziej politycznie zjednoczony, ekonomicznie współzależny i kulturowo jednorodny. Globalizacja jest bardzo nierówna w swym rozprzestrzenianiu się i bardzo zróżnicowana w swoich konsekwencjach [14]”.
Według jednej z trafnych i syntetycznych definicji: „Totalna globalizacja to jest niespotykane dotychczas w historii przyspieszenie globalnej wymiany (cyrkulacji) dóbr i usług, informacji i kapitału” [15].
W istocie globalizacja polega na powstaniu nowych (globalnych) współ­zależności i powiązań oraz wynikających z tego interakcji, jak również „skróceniu dystansu” niemal we wszystkich dziedzi­nach życia społecznego. Dotyczy to zarówno gospodarki, polityki, jak i kultury.
 
Różne spojrzenia na globalny świat
Do zrozumienia niespokojnego świata początku XXI wieku nie wystar­czą już stare paradygmaty. Stracił znaczenia podział na świat pier­wszy, drugi i trzeci. Amerykański politolog Samuel Huntington, dyrektor Centrum Spraw Międzynarodowych Uniwersytetu Harwardzkiego w swo­jej głośnej książce „Zderzenie cywilizacji” [16] (zdaniem Henry’ego Kissingera jednej z najważniejszych książek, jakie ukazały się na świecie po zakończeniu zimnej wojny) dowodzi, że politykę światową zdominują zderzenia między cywilizacjami. Ani ideologie, ani go­spo­darka nie będą już źródłami konfliktów międzynarodowych. Stają się nimi różnice kulturowe, wywodzące się w znacznej mierze z podziałów religijnych i przesądzające o tożsamości narodów.
Benjamin R. Barber, dyrektor Walt Whitman Center na Rutgers University w New Jersey, jest autorem klasycznej już formuły Jihad versus McWorld – „Dżihad kontra McŚwiat”. Dżihad to liczna grupa ludzi na świecie, którzy przeciwstawiają się nowej globalnej gospo­dar­ce, nowej globalnej kulturze, nowemu informatycznemu społeczeń­stwu. Przeciwstawiają się, ponieważ sądzą, że te zjawiska zniszczą ich życie, rodziny, wierzenia i kościoły, ich kulturę i tożsamość [17]. Zdaniem Barbera globalizacja rynku bez globalizacji demokracji i oby­wa­telskich instytucji jest katastrofą. Międzynarodowemu kapitalizmowi nie są przeciwstawione żadne demokratyczne bądź obywatelskie insty­tucje. Z kolei ogromny sukces „disneyowskiej kolonizacji kultury global­nej” polega na zjawisku tak starym jak sama cywilizacja, a mianowicie na współzawodnictwie tego, co trudne, z tym, co łatwe, wolnego z szyb­kim, skomplikowanego z prostym. Pierwszy składnik z każdej pa­ry przeciwieństw łączy się z podziwianymi zdobyczami kultury, drugi odpo­wiada „naszej obojętności, dekoncentracji i gnuśności. Disney, McDonald’s i MTV apelują do tego, co łatwe, szybkie i proste” [18].
Z kolei nieżyjący już James Goldsmith, członek światowego esta­blish­mentu i jednocześnie jeden z najbogatszych ludzi na świecie, w swej głośnej książce „Pułapka” [19] poddał bezkompromisowej krytyce libera­lizację handlu pod egidą GATT (obecnie WTO). Ogólnoświatowy wolny handel stał się uświęconą zasadą nowoczesnej teorii ekonomicznej, pewnego rodzaju ogólnie akceptowanym dogmatem moralnym. Zasadą ogólnoświatowego handlu jest to, że wszędzie można wszystko wyprodukować i sprzedawać. Zdaniem Goldsmitha, tego typu polityka spowoduje nowe podziały, konflikty i rozczarowania.
„Turbokapitalizm” – termin ten pochodzi od amerykańskiego ekono­misty Edwarda Luttwaka [20] – którego światowa ekspansja wydaje się obecnie nie do powstrzymania, demontuje jednak podstawy swojej egzys­tencji: sprawnie funkcjonujące państwo i demokratyczną stabil­ność. „Turbokapitalizm” to gospodarka światowa pozbawiona hamul­ców.
George Soros, określany jako „najskuteczniejszy inwestor i wielki filan­trop”, w swojej najnowszej książce „Kryzys światowego kapita­liz­mu” [21] poddaje ostrej krytyce obecną fazę globalnego kapitalizmu. Teza Sorosa brzmi tak: w bardzo konkurencyjnym środowisku, jakie tworzy wolny rynek, następuje odwrotna selekcja naturalna wartości społecznych – zwycięża ten, kto ma mniej skrupułów. Wartości rynkowe zajmują miejsce wartości społecznych i wkraczają na obsza­ry, w które nie powinny ingerować: oświata, nauka, medycyna, kultura i stosunki międzyludzkie. Wartości rynkowe są wymierne, a ich wspól­nym mianownikiem jest pieniądz. Rynek nie zna kryteriów dobra i zła, jedynym miernikiem jest zysk.
Inny znawca problematyki globalizacji, Daniel Yergin [22], nazywany profetą i rynkowym guru, twierdzi, że globalizacja stała się możliwa, bo świat zmienił zdanie i jego dawną podejrzliwość wobec rynku zastąpiło pełne dlań uwielbienie. Gospodarki narodowe zaczęły się integrować dzięki obniżkom ceł, bujnie rozwijającym się inwestycjom zagra­nicznym i rosnącym cenom akcji na giełdach. Ogólnoświatowemu otwarciu sprzyja postęp technologiczny. Granice między krajami będą nadal tracić znaczenie, a komputery nie staną się wolniejsze – twierdzi Yergin [23].
Zdaniem profesora paryskiej uczelni Ecole Normale Superieure, Dani­ela Cohena, współczesne procesy globalizacyjne są w istocie trzecim jej stadium. Pierwsze stadium zaczęło się w XVI wieku podbojami Ameryki Łacińskiej, Afryki i innych regionów. Po tym nastąpił etap tzw. brytyjskiego imperium i „wolnego handlu”; etap ten obejmował cały XIX wiek. Dzisiejsze stadium globalizacji w dużym stopniu dotyczy tzw. „wirtualnej rzeczywistości”, wynikającej z rozwoju technologii informa­tycznych. Należy dodać, że rolę nowych technologii we współczesnej fazie globalizacji dostrzega również Rifkin [24].
W książce „Globalizacja i jej wrogowie” („Globalization and its Enemies) Daniel Cohen [25] zauważa, że dzisiejsza globalizacja jest „nie­mobilna”. Towary wytwarza się i wprowadza na rynek w skali całej pla­nety, ale mieszkańcy „spotykają” inne społeczeństwa głównie po­przez telewizję i wakacje w egzotycznych zakątkach. Imigranci stano­wią zaledwie 3% ludności świata, podczas gdy w roku 1913 wskaźnik ten wynosił 10%. W ostatnich 30 latach znacznie wzrosła wymiana handlowa, jednak większa jej część odbywa się między bogatymi krajami. Na 15 starych członków UE przypada 40% światowej wy­miany, jednak 2/3 całego importu i eksportu tych krajów odbywa się w granicach samej Europy. Dyfuzja technologii następuje w sposób bardzo nierówny, a biedni pozostają biednymi. Złudne jest również prze­konanie, że globalizacja finansowa pobudza rozwój gospodarczy w biednych krajach. Globalne rynki mają do zaoferowania skromne bodźce, dzięki którym państwa te mogłyby osiągnąć zauważalny w globalnej grze poziom produkcji – twierdzi Cohen.
Z kolei w duchu liberalnym pozytywnie ocenia procesy globalizacyjne J. Norberg [26]. Broniąc liberalnego kapitalizmu, broni wolności do działa­nia metodą prób i błędów, bez konieczności pytania rządzących o zgodę czy przyzwolenie. Przez kapitalizm Norberg niekoniecznie rozumie system ekonomiczny oparty na posiadaniu kapitału i możli­wości jego inwestowania. Takie czynniki mogą istnieć także w gospo­darce centralnie planowanej. Ma raczej na myśli liberalną gospodarkę rynkową, z wolną konkurencją opartą na prawie własności, wolności negocjowania i zawierania kontraktów oraz prowadzenia działalności.
Współczesne procesy globalizacyjne poddał analizie i krytyce Barry C. Lynn w książce „Koniec drogi: rozwój i upadek globalnych korpo­racji” [27]. Autor podważa pogląd, że globalizacja przyczynia się do stabilizacji gospodarczej i politycznej świata. Jedną z głównych tez tej pracy jest stwierdzenie, że państwa narodowe wciąż odgrywają kluczową rolę w globalnym społeczeństwie. Zdaniem Lynna istotą globalizacji nie jest globalny rynek, który – gdy chodzi o wiele różnych towarów – istniał od dawna. Jest nim globalna organizacja produkcji oparta na rozwiniętej sieci powiązań, które obejmują wiele krajów i której nikt nie kontroluje i tak naprawdę nie rozumie!
Susan George jest zastępcą dyrektora Transnational Institute w Am­ster­damie oraz wiceprezydentem ATTAC-Francja. Jej książki – „Jak umierają inni” (1976), „Umierają za nasze pieniądze” (1988) i „Bume­rang długów” (1993) – poruszające związek pomiędzy rynkiem świato­wym a głodem i nędzą w krajach Trzeciego Świata, stały się klasyką polityki rozwojowej. W głośnym i prowokującym „Raporcie z Lu­ga­no" [28] – który jest pozycją z rodzaju political fiction – George dowodzi, że globalizacja oraz polityka państw G7 i jej instrumenty nie mogą przy­nieść nieść innych skutków niż te, które przynoszą nędzę i perspek­tywę śmierci dla milionów.
Thomas L. Friedman twierdzi, że globalizacja nie jest przejściowym tren­­dem, lecz międzynarodowym systemem, który zastąpił zimno­wo­jenny ład panujący na świecie przez blisko pół wieku. Friedman w książce „Lexus i drzewo oliwne” poczynił uwagę, że fenomen globa­lizacji jest sprzeczny ze scentralizowanymi i autorytarnymi rządami. Nie mogą one utrzymać się długo wobec decentralizujących i osta­tecznie demokratyzujących skutków błyskawicznej komunikacji i współ­zależnych rynków ekonomicznych i finansowych [29].
Zdaniem ekspertów, komunikacja oparta na podstawach high tech­nology, niskie koszty transportu i nie znający granic wolny handel przeobrażają świat w jeden globalny rynek. Następstwem ma być nieubłagana, globalna konkurencja, także na rynku pracy.
Zaś Heinrich von Pierer, szef światowego koncernu Siemens, twierdzi: „Wiatr konkurencji przerodził się w burze, ale prawdziwy huragan dopiero nadchodzi” [30]. Huragan globalizacji?
 

[1] J.K. Galbraith, Kryzys globalizacji, Dissent/Summer 1999/Volume 46, No 3.
[2]
Zob. A. Kukliński, Uwagi i komentarze na tle lektury dzieła Zdzisława Sa­dowskiego pt.: „W poszukiwaniu drogi rozwoju”, Warszawa 2006, Komitet Pol­ska 2000 Plus, PAN.
[3] Zob. A. Zorska, Korporacje transnarodowe, Polskie Wydawnictwo Ekono­mi­cz­­ne, Warszawa 2007.
[4] P.M. Senge, Piąta dyscyplina, Oficyna Ekonomiczna, Kraków 2003, ss. 86-111.
[5] Leseferyzm [fr. laissez faire = nie sprzeciwiać się; laissez faire, laissez passer = hasło fizjokratów XVIII w., zwolenników zupełnej swobody gospo­darczej jednostek bez ingerencji państwa], pozostawienie komuś zupełnej swo­body działania, niewtrącanie się, nieprzeszkadzanie.
[6] Z. Brzeziński, Wielka szachownica, Bertelsman Media, Warszawa 1999.
[7] I. Wallerstein, Koniec świata, jaki znamy, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004.
[8] A. Domosławski, Świat nie na sprzedaż. Rozmowy o globalizacji i kontes­ta­cji, rozmowa z profesorem Octavio Ianni, Wydawnictwo Sic!, ss. 105-129.
[9] C. Fuentes, Globalizacja inaczej, wywiad udzielony M. Magierowskiemu, „News­­week” z dn. 26.05.2002, s. 48.
[10] Z. Bauman, Globalizacja, i co z tego dla ludzi wynika, PIW, Warszawa 2000, s. 72.
[11] M. Albow, Globalization, The Blackwell Dictionary of Twentieth-Century Social Thought, Oxford 1993, s. 248.
[12] W.H. Reinicke, Global Public Policy, ”Foreign Affairs”, November/December 1997.
[13] T.L. Friedman, Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, Dom Wy­dawniczy Rebis, Poznań 2001, ss. 27-28.
[14] A.G. McGrew, P. Lewis, et al., Globalization and the Nation-states, Cam­bridge: Polity Press, 1992, s. 22.
[15] M. Korzec, Jak być Sorosem?, „Najwyższy Czas” 1998, nr 39 (436).
[16] S.P. Huntington, Zderzenie cywilizacji, Warszawskie Wydawnictwo Lite­rackie Muza, Warszawa 1998.
[17] B. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 1998.
[18] Ibidem, s. 242.
[19] J. Goldsmith, Pułapka, wyd. „Tygodnik Solidarność”, Warszawa 1995.
[20] E. Luttwak, Turbokapitalizm. Zwycięzcy i przegrani światowej gospodarki, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000. Autor pracuje w Center for Strategy and International Studies w Waszyngtonie. Jest doradcą ekonomicznym wielu rządów i przedsiębiorstw.
[21] G. Soros, Kryzys światowego kapitalizmu, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 1999.
[22] D. Yergin, Nafta, władza, pieniądze (wyd. pol. Philip Wilson) i tegoż autora The Commanding Heights: The Battle Between Government and the Marketplace, Simon & Schuster, 1998.
[23] „Businessman”, grudzień 1998, s. 52.
[24] Zob. J. Rifkin, Wiek dostępu, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2003.
[25]
D. Cohen, Globalization and its Enemies, MIT Press, 2006. Zob. www.ethanzuckerman.com/blog/?p=865.
[26] J. Norberg, Spór o globalizację. Kto zyskuje, kto traci, ile i dlaczego?, Fijor Publishing, Warszawa 2006, s. 15.
[27] B.C. Lynn, End of Line. The Rise and Coming Fall of Global Corporation, Random House, August 2005.
[28] S. George, The Lugano Report: On Preserving Capitalism in the 21st Century, Pluto Press, London 1999.
[29] T.L. Friedman, Lexus i drzewo oliwne. Zrozumieć globalizację, Dom Wy­daw­niczy Rebis, Poznań 2001.
[30] „Der Spiegel” 1996, nr 4.

 

 
Spis treści
Publicystyka
Wybrane problemy metodologii zarządzania
Online and growing
Dbałość o rozwój i śledzenie tendencji rynkowych
Praca studenta
Proces rozszerzania Unii Europejskiej
Aktualności
Koniec dolara, jako waluty międzynarodowej?
Film szkoleniowy dla maturzystów
Niższe ceny na studiach magisterskich uzupełniających w POU
10 pytań do specjalisty
Techniki Produkcyjne w Reklamie (1M2)
Minirepetytorium
Internet w Zarządzaniu (1T2)
Cytat miesiąca
Przeczytaj i wybierz swoje motto
Archiwum
Archiwum artykułów
Kontakt
Formularz kontaktowy